Kaczka dziwaczka

Kaczka dziwaczka

Jednym z czterech filarów fundraisingu jest kreatywność. To jednocześnie umiejętność wymyślania czegoś na nowo, ale także sposób opowiadania historii, która pociągnie za sobą ludzi, ich emocje, jak również otworzy ich portfele i zachęci do dobroczynności.

Ja nie kaczka, a mój brzuch nie czółno, tak mawiał imć Zagłoba w „Ogniem i mieczem”. Wyobraź sobie Drogi Czytelniku, że masz w ręku gumową kaczkę kąpielową i masz pozyskać jak najwięcej pieniędzy w ciągu miesiąca (załóżmy dla uproszczenia, że koszt takiej kaczki to 0,30$, a rynkowa cena to 1$).

Gdy zadałem to zadanie podczas ostatniego szkolenia pojawiło się kilka interesujących pomysłów: opowiedzenie historii danej konkretnej kaczuszki – komu towarzyszyła w kąpieli, najlepiej jakiemuś znanemu aktorowi, czy wymiana kaczuszki na coś cenniejszego – wedle zasad „testu igły”. Jednak ilość pomysłów raptownie malała, gdy proponowałem zwiększenie ilości kaczek do 20.000, podczas gdy termin realizacji zadania zostaje taki sam.

Rozwiązanie, podpatrzone w USA jest proste. Wystarczy zorganizować wyścig gumowych kaczek na lokalnej rzece. A jeżeli do tego dodamy, że każda kaczuszka jest numerowanym losem loteryjnym sprzedawanym po 5$, to można łatwo obliczyć, że przychód sięga 100.000$. Jak zachęcić do udziału w takiej imprezie? Wystarczy, by lokalny diler samochodowy ufundował samochód dla właściciela kaczki, która pierwsza przekroczy linię mety, kilku innych lokalnych przedsiębiorców dorzuciło telewizory, komputery czy inne zabawki. Kluczowym elementem takiej zabawy jest jej lokalność i zaangażowanie społeczności, która przez dobrą zabawę może skupić się na celu charytatywnym.

 

Add Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *