Nie jestem supermanem

Nie jestem supermanem

Zwykle sytuacja jest taka: mimo iż organizacji kończą się pieniądze na działania statutowe, nadal liczy, że niedługo się jakieś pojawią. Potem kończą się pieniądze na funkcjonowanie biura. I wtedy zaczyna się paniczne szukanie rozwiązań. Gorączkowe poszukiwania w internecie, jak znaleźć pieniądze na działalność. I pojawia się idea – znajdźmy fundraisera i on nam rozwiąże problemy. I jeszcze, ponieważ nas nie stać na zatrudnienie go, to zapłacimy mu procent od zebranej kwoty.

Od razu odpowiadam: jeżeli szukacie fundraisera-supermana, który wykorzystując swoje rozliczne kontakty biznesowe od ręki wyczaruje w miesiąc 100.000 złotych, a w kolejnych miliony to zapewne się gorzko rozczarujecie. Po pierwsze dlatego, że tacy ludzie są absolutnymi wyjątkami, po drugie nie stać Was na niego, po trzecie nie tak to działa.

Przede wszystkim działanie na procent jest niezgodne z Deklaracją Etyczną Polskiego Stowarzyszenia Fundraisingu. Pomyślmy realnie – umówimy się na 20%, bo działanie ryzykowne, wymagające poświęcenia czasu i pełnego zaangażowania. No i po miesiącu pojawia się 100.000 złotych. Czy będzie łatwo oddać 20.000 za miesiąc pracy? Słyszałem już o takich sprawach, które kończyły się w sądzie. Ponadto, gdy w rozmowie ze sponsorem pojawi się pytanie: no dobrze, ale co Pan z tego ma? Odpowiedź jest wizerunkowym samobójstwem.

Ale wracając do tematu rozpaczliwego poszukiwania fundraisera: poszukiwanie pieniędzy z hasłem – pomóżcie, albo upadniemy można robić nie częściej niż raz na 5 lat. I lepiej od tego nie zaczynać współpracy. Dlaczego? Znów wraca brak wiarygodności. Potencjalny darczyńca myśli – skoro nie potrafili gospodarować swoimi środkami, to jak będą w stanie dobrze wydawać moje ciężko zarobione pieniądze? Inaczej, gdy pojawi się nagłe nieszczęście – tak jak w Fundacji Wiatrak, do której wsparcia w ciężkiej potrzebie zachęcam.

Ja oraz moi koledzy i koleżanki po fachu potrafimy wiele, działamy skutecznie, co widać w sprawozdaniach finansowych organizacji. Ale do naszej pracy potrzebujemy pewnych podstaw – ugruntowanego wizerunku organizacji, sprawnego systemu zarządzania, świadomości wszystkich ludzi w organizacji, że fundraising jest ważny i tak na prawdę wszyscy mamy kontakty, z których mogą pojawić się pieniądze (wartość networkingu obserwuję w Towarzystwie Biznesowym Krakowskim, ale to temat na osobny wpis).

Dlatego proszę – jeżeli chcecie zatrudnić fundraisera, to dajcie mu szansę – niech popracuje kilka miesięcy bez morderczej presji pustego konta. Efekty takiej pracy zobaczycie od razu. A Supermana najlepiej oglądać w kinie.

Add Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *