Zmiana boli

Zmiana boli
Wprowadzenie fundraisingu boli. Pojawiają się nowe wyzwania, trzeba wyjść ze swojego światka, robić więcej niż przekładanie papierków od 8 do 16 z kilkoma przerwami na kawę. Trzeba się angażować. Albo zdusić zmianę w zarodku. Ale potem przychodzi koniec.
To, że środki budżetowe się kończą, są niepełne, brakuje na podstawowe potrzeby powoduje, że w głowach dyrektorów teatrów czy szpitali, rektorów i dziekanów uniwersyteckich, czy prezesów organizacji pozarządowych pojawia się myśl – potrzebujemy fundraisera.

Bardzo dobrze, że takie pomysły się pojawiają, ale to dopiero pierwszy krok na drodze do osiągnięcia stabilizacji finansowej. Jeden z wielu. Niestety sporo organizacji kończy już po kilku krokach, ponieważ wydaje im się, że zatrudnienie fundraisera, czy zewnętrznej agencji
fundraisingowej z miejsca zacznie im przynosić pieniądze. I problem będzie rozwiązany.

Tymczasem takie myślenie to bzdura. Wprowadzenie zmiany, jaką jest fundraising, a szerzej zmiany myślenia i komunikacji wymaga zmiany całej organizacji – począwszy od pani sprzątaczki, poprzez cały personel, zakończywszy na władzach. Trzeba zacząć działać w inny – przystępny dla wszystkich sposób, transparentność staje się ważna, pojawiają się nowi liderzy, rodzą się spory kompetencyjne.

poczwarka
Co więcej, jak wskazuje doświadczenie koleżanek i kolegów w fundraiserskim fachu, a także moje – ekipa, która wchodzi po to, żeby przeprowadzić daną instytucję przez morze problemów, sama jest odbierana przez pracowników jako zagrożenie. Bo wymaga zmiany dotychczasowych przyzwyczajeń, skali zaangażowania. Kończy się era wyrobników, premiowani zaczynają być aktywiści.
Oczywiście są różne próby torpedowania zmian: unikanie spotkań, nagłe urlopy w dniu konsultacji, buntowanie zespołu przeciw  „tym nowym”, dogadywanie – przecież było dobrze, a zachciało się Wam używać nowych słów: „efektywność”, „odpowiedzialność”, „zaangażowanie”.
Jedna sprawa staje się wyróżnikiem. Zwykle pytam, czy ludzie są dumni, że pracują w danej organizacji. I jeżeli słyszę, że TAK, i jest to wypowiedź szczera, to są duże szanse, że się uda.
Bo chodzi o dumę i wiarę, w to co się robi. Bez tego nie ma sukcesu.

Add Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *